Byłam służącą u hiszpańskiej rodziny: odcinek drugi

Pomoce domoweWywiady (Pomoce domowe)

Admin: Pamiętasz pierwszą noc w tamtym domu?

Agnieszka: Tak. Moja sypialnia, mimo że najmniejsza w całym mieszkaniu była większa i lepiej wyposażony niż salon w moim domu rodzinnym. Szerokie łóżko z podgłówkiem, lampka do czytania (mimo że nie wzięłam ze sobą żadnej książki), duży telewizor, przestronna szafa (pusta), do tego łazienka z ogromnym lustrem i wanną. To prawie jakbym tu miała mieszkać a nie pracować. Nie mogłam zasnąć. Wieczorem wrócił pan Alberto, przez drzwi słyszałam jak wchodził do mieszkania i do późna rozmawiał przez telefon

Admin: Jak wyglądały początki twojej pracy?

Agnieszka: Może to i dziwne, ale początkowo rodzina nie ingerowała w żadne aspekty mojej pracy. Miałam po prostu sama ogarnąć, bez narzucania czegokolwiek co mam ugotować albo co mam do posprzątania. Sama sobie opracowałam plan i się go trzymałam. Pani domu nie było przez cały dzień. Miała jak to się mówi zawód żona, co najwyżej jeździła na paznokcie albo spotkania ze znajomymi. Mimo bardzo zaawansowanej ciąży spędzała jak najmniej czasu w mieszkaniu. Jej córka pojechała na obóz (do końca sierpnia), a babka (Pani Teresa) cały dzień gadała przez telefon. Czasami tylko zapytała mnie czy wszystko dobrze, jakby się bała prowadzić ze mną dłuższą konwersację. Ja za to intensywnie się uczyłam hiszpańskiego korzystając z kursów audio, praktycznie nie zdejmowałam słuchawek. Po dwóch tygodniach już tak się wyrobiłam (wiedziałam co można pominąć, czego nie muszę sprzątać codziennie) że około 3:00 po południu wychodziłam tylko z psem i miałam całe popołudnie wolne. Szwendałam się po niedalekim parku, porównywałam ceny w sklepach, uczyłam się (obserwując) jak żyją Hiszpanie w wielkim mieście.

Admin: Sielanka nie trwała długo.

Agnieszka: Wszystko zmieniło się po urodzeniu przez Panią Lucię dziecka. Początkowo bardzo martwiła się o jego zdrowie, potem zaś zaczęło się coś dziwnego. Była nerwowa, apatyczna, wrogo nastawiona. Zarówno do dziecka jak i do innych domowników. Zaczęła mi wypominać że źle pracuje, drugiego dnia przepraszała mnie za to „nieporozumienie”. Nie chciała karmić dziecka, mówiło że jest wstrętne. Drugiego dnia bawiła się z nim jak z zabawkę, przez cały dzień.

Admin: Brzmi to jak depresja poporodowa.

Agnieszka: Tak, dlatego też realną władzę w domu przejęła Pani Teresa. Wiedziałam, w jakim kręgu osób się obraca. Nie byli to „zwyczajni” ludzie. Kilka razy przyjeżdżali do niej znajomi, zawsze pod naszym apartamentowcem parkował Bentley albo Rolls-Royce, widziałam nawet kierowcę w liberii. Długo rozmawiali, śmiali się, ale kiedy ja wchodziłam do pokoju panowała głucha cisza. Zresztą, nikt nawet mnie nie spojrzał, traktowali mnie jak chodzący mebel.

Admin: Czy Pani Teresa próbowała konfliktować cię z innymi członkami rodziny?

Agnieszka: Dobrze to ująłeś. Mówiła że jestem brudna i pozbawiona szacunku. Że się lenię. Że tyle mi od siebie dali a ja się lenie. Pan Alberto częściej pojawiał się w domu i zerkał w moją stronę kiedy mnie obgadywali (myśleli że ja dalej nic nie rozumiem). To były czysto ludzie wyrazy sympatii, ale…

Admin: Ale według Pani Teresy coś między wami zaiskrzyło?

Agnieszka: Tak. Jak się dużo później dowiedziałam, Pan Alberto nie mogąc już zdzierżyć wahań nastroju swojej żony przerzucił swoje zainteresowania na mnie. No bo młoda, ładna, biegająca po domu w krótkich spodenkach (bo gorąco!), pewnie wstrętnie i złośliwe to robi aby usidlić biednego męża, zołza jedna. Taka była jej wersja, zupełnie nie mająca pokrycia w rzeczywistości

Admin: Ale Pani Teresa postanowiła coś z tym zrobić.

Agnieszka: Tak, postanowiła zacząć od obdarcia mnie z resztek godności. Parę dni później kiedy wróciłam ze spaceru z psem zobaczyłam że wszystkie moje ubrania zostały rozrzucone na podłodze. Pani Teresa nakazała mi się spakować (teraz, natychmiast) i zanieść je do pomieszczenia gospodarczego, do tego w którym stała pralka i deska do prasowania. To w ogóle było ciekawy pokój. Nieco większy od mojej sypialni. Znajdował się tam też maleńki prysznic i wąskie łóżko, taki stary mebel którego pewnie szkoda było wyrzucać bo się zawsze przyda. To miało być od tej pory moje łóżko, mój pokój. Byłam zrozpaczona. Chciało mi się płakać.

Admin: Co się wydarzyło dnia następnego?

Agnieszka: Wstałam jak zawsze o 7 rano. Pani Lucia spała w najlepsze. Myślałam że uda mi się dowiedzieć co się stało, ale nawet potem jak zeszła na śniadanie nie była zbyt rozmowna. Wylała kawę na podłogę, nic nie powiedziała. Spojrzała na mnie jak na wroga, oceniła mnie stóp do głów jak nigdy dotąd nie robiła. Ewidentnie coś w niej kiełkowało. I to była raczej nić porozumienia (co do mnie) z Panią Teresą, które też mnie zaczęła traktować mnie jako osobę gorszą, jako gorszy gatunek człowieka. Zeszłam jej z oczu i zajęłam się sprzątaniem, planując w myślach co powiem Pani Teresie. Chciałam wyjaśnić wszelkie nieporozumienia w sposób ugodowy.

Admin: Bałaś się że cię zwolnią.

Agnieszka: Przecież nie mogą mnie zwolnić, myślałam. Wiedzą, jak potrzebuję tej pracy. Nie mogłam wrócić do Polski. Musiałam (po pierwsze) spłacić kredyt, a mój cel pobytu był długoterminowy. Chciałam zarobić pieniądze. Co z tego, że warunki lokalowe się nieco pogorszyły. Widocznie tak miało być. Przecież żadna gosposia nie śpi na łóżku z baldachimem.

Admin: Do mieszkania wróciła Pani Teresa.

Agnieszka: Tak, było już po południu. Nie często widywałam ją w takim dobrych nastroju. Widocznie była na zakupach. To każdemu poprawia humor. Zawołała mnie i zaprowadziła do mojego pokoju. Już chciałam otworzyć usta, zacząć przepraszać i wyjaśniać wszystko, ale ona machnięciem ręki mnie zignorowała, jakbym była brzęczącym przy jej uchu komarem. Brudem który trzeba strzepać. Wręczyła mi pakunek. „Załóż to” powiedziała, i otworzyła mi drzwi. Po raz pierwszy (i ostatni) otworzyła mi drzwi.

Admin: Chyba wiem dokąd to zmierza.

Agnieszka: Ja wtedy nie wiedziałam. Ubrałam się jak mi kazano i nie poznałam w odbiciu siebie. Uznałam to początkowo za żart, ale szybko skarciłam się za takie głupie myśli. Wiedziałam że to się dzieje na serio. W niemal absolutnej ciszy jaka nastała, słyszałam tylko szuranie butów dobiegające zza drzwi. Ona czekała aż wyjdę. Spojrzałam jeszcze raz na siebie w niewielkim lustrze. Zamiast luźnego t-shirta, moich ulubionych jeansowych spodenek i lekko już zniszczonych kapci miałam na sobie niebieską sukienkę do kolan z białymi mankietami i kołnierzykiem. Wokół talii zawiązałam fartuszek i przypięłam go do góry do dwóch guzików na wysokości ramion. To zapewniało, że strój był kompletny. Na nogach zaś miałam nowe, jeszcze obdzierające pięty buciki.

Admin: Pani Teresa była zadowolona?

Agnieszka: Spojrzała na mnie i nic powiedziała. Zawiązała mi mocniej fartuszek i poprawiła kołnierzyk. Poczułam się jak jej własność. Było mi gorąco. Nie wiedziałam czy to z powodu stresu czy uniformu.

Admin: To nie był koniec zmian.

Agnieszka: Przyprowadziła mnie za rękę do kuchni. Zaczęła mówić do mnie wolno i wyraźnie, chcąc się upewnić czy rozumiem absolutnie każde wypowiadane przez nią zdanie. Przytakiwałam za każdym razem, co ją wyraźnie cieszyło. Mimo, że to co mówiła nie było dla mnie przyjemne. Nic się oczywiście nie zmieniło w kwestii pomieszczenia w którym miałam spać. Od dziś w pracy mam nosić zawsze uniform. Żadnych odstępstw, żadnej dyskusji. Wchodzić i wychodzić mogę tylko drzwiami dla służby („Jak to, wychodzić?”, pomyślałam). Dom jest zaniedbany, a ja marnuję za dużo czasu (Ciekawe na co?). Za godzinę wraca panienka Claudia (tak, pierwszy raz ją tak nazwała) i mam się do niej również zwracać z szacunkiem. Będzie trzeba wyprać i wyprasować wszystkie jej ubrania z wycieczki. Ale zanim wróci, mam wyprowadzić psa. Zamarło mi serce.

Ciąg dalszy nastąpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *